Świadectwo z 22 maja 2020 r.

Szczęść Boże,

     długo zwlekałam z napisaniem świadectwa, ale myślę, że nadeszła już pora. Zbliża się piękny dzień – Dzień Matki. Dla każdej matki najważniejsze są jej dzieci. Mam troje fantastycznych dzieciaków. Najmłodsza Marysia ma 5 miesięcy i to właśnie z nią związane jest moje świadectwo.

     Ale może zacznę od początku.

     Z początkiem roku 2019 bardzo źle się czułam. Zawroty głowy, brak siły, anemia itp. Po zrobieniu badań okazało się, że jestem w ciąży. Bardzo z mężem się ucieszyliśmy. Jednak nasza radość nie trwała długo, ponieważ po wynikach badań okazało się, że nasze dziecko będzie chore – zespół Downa, to jeden z najmniejszych problemów z jakim mieliśmy się zmierzyć po porodzie. Torbiel mózgu, wodogłowie, wady układu moczowego i prawdopodobnie wada serca. Z tym wszystkim nasze maleństwo miało żyć po przyjściu na świat. Nie ukrywam, że przez cały czas towarzyszył nam strach i załamanie. Proponowano nam aborcję, bo jak określił jeden z lekarzy, to będzie „dziecko nieszczęścia”. Jednak postanowiliśmy przyjąć wszystko, co Bóg nam da.

     Gdy kolejne badania nie dawały szans i cienia nadziei, że będzie dobrze, moja przyjaciółka w porozumieniu z panią Marią, zorganizowały Jerycho za wstawiennictwem św. Rocha za nasza małą córeczkę. My również bardziej zbliżyliśmy się do Boga i Maryi. Całą rodziną modliliśmy się o cud dla naszego dziecka. Nie tylko rodzina – dziadkowie, rodzeństwo, przyjaciele, ale też całkiem obcy ludzie – członkowie Jerycha, walczyli o tę bezbronną istotkę.

     Pewnego dnia zadzwoniła do mnie pani Maria i powiedziała: „Nie martw się, Ewa, ty urodzisz zdrową dziewczynkę, to będzie nasze maleństwo – św. Rocha, zobaczysz”. Płakałam ze wzruszenia. Zostało nam jedyne najważniejsze badanie – decydujące o naszym dziecku. Na wynik czekałam trzy tygodnie. Ale nie sama; razem ze ,mną czekali wszyscy ludzie Jerycha trwający na modlitwie.

     Po trzech tygodniach trzęsącymi się rękami otwieraliśmy kopertę z wynikiem badań. Nasza radość nie miała końca. Po wszystkich wadach i schorzeniach nie było śladu. Urodziła nam się piękna i zupełnie zdrowa dziewczynka. Daliśmy jej na imię Marysia. To cud, za który będziemy dziękować Panu Bogu, Maryi, św. Rochowi, pani Marii i wszystkim ludziom Jerycha św. Rocha, którzy modlitwą walczyli o naszą dziecinę.

     Dziękujemy z całego serca.

                                                                                  Ewa z mężem


Opublikowano

w

przez

Tagi: