Spotkajmy się
u Rocha
w Sanktuarium Diecezjalnym

w piątek po 16-tym każdego miesiąca
o godzinie 19:00
w Sadykrzu
oraz w każdą sobotę o godz. 11.00

Na bieżąco.


Na bieżąco.
Za tydzień wielkie uroczystości jubileuszowe. 250 lat Odpustów Papieskich.

Program

piątek 20.08.2021 r.
19.00 - spotkanie u Rocha (msza święta dziękczynna i i adoracja)
20.30 - adoracja nocna Najświętszego Sakramentu

sobota (21.08.2021 r.)
10.45 - zakończenie adoracji
11.00 - msza święta sanktuaryjna dziękczynna
18.00 - piesza pielgrzymka z kościoła parafialnego w Obrytem do Sanktuarium
18.45 - msza święta
19.45 -rochowe błogosławieństwo zwierząt

niedziela (22.08.2021 r.)
10.00 - msza święta
12.00 - dziękczynna suma jubileuszowa pod przewodnictwem J.E. Bpa Piotra Libery 


Chwalebny Św. Rochu, świecki pielgrzymie w Europie,
zarażony, uwięziony;
lekarzu ciał prowadzący ludzi do Boga, wstawiaj się za nami
i wybaw nas od udręk cielesnych i duchowych.

Św. Rochu - módl się za nami.
Amen

Dlaczego Roch?


Skąd wzięły się spotkania u  św. Rocha?


     Kolejny raz św. Roch przypomniał mi o swoim istnieniu w czerwcu 2017 r. Właśnie wtedy od czasu do czasu pojawiły się u mnie bardzo delikatne nawet nie bóle, ale poczucie pełności w jamie brzusznej. Oczywiście były to tak słabe oznaki, że nic dziwnego, że je zlekceważyłem. Na przełomie czerwca i lipca pojechałem tradycyjnie na rekolekcje górskie Ruchu Rodzin Nazaretańskich do Bańskiej Wyżnej koło Zakopanego. Tam jakby moje dolegliwości nieco wzmogły się i po czasie uświadamiam sobie, że byłem nieco słabszy. Nawet trochę zacząłem się oszczędzać. Pod koniec rekolekcji ból wzrósł i poprosiłem obecne tam lekarki o pomoc. Nakazały zaraz po powrocie do domu zrobić USG. Ból na tyle spotęgował się, że nie zostałem już, tak jak planowałem, po rekolekcjach na dzień czy dwa w górach, ale wróciłem. Powrót był już bardzo trudny. Okropny ból kręgosłupa, do tego stopnia, że w czasie drogi wiele razy musiałem się zatrzymywać. Następnego dnia po powrocie rankiem, kiedy jeszcze leżałem obolały zadzwoniła jedna z lekarek, które mnie badały w górach i krótko stwierdziła: „jutro o 9.45 ma ksiądz załatwione badanie USG”. Zaskoczony szybkością działania, bez namysłu podjechałem do gabinetu i wynik był niepomyślny – wiele bardzo dużych pakietów zbitych węzłów chłonnych w całej jamie brzusznej. Trzeba zrobić tomograf komputerowy. I pytanie jak to szybko zrobić. Mimo wszystko byłem spokojny, co było owocem działania łaski Bożej. Modliłem się i myślałem. Okazało się, że pojawiła się taka możliwość i zrobiono mi to decydujące badanie błyskawicznie. USG miałem zrobione 11, a tomograf już 13 lipca. Właściwie pierwszy cud biorąc pod uwagę procedury naszej służby zdrowia. Ból ciągle nie ustawał, a nawet powiększał się. Właściwie żadne środki uśmierzające nie pomagały. Nie spałem całe noce, dopiero nad ranem gdzieś umordowany wkuliłem się w kanapę czy fotel i tak zdrzemnąłem się. Nie miałem apetytu. W ciągu 2 miesięcy schudłem 30 kilo, a przecież od dziecka byłem grubasem i odchudzałem się nieustannie i bezskutecznie. Był to lipiec, sezon urlopowy i szukanie szpitala było bardzo trudne. Wreszcie dostałem się do kliniki hematologii na Banacha. (fantastyczni lekarze, pielęgniarki i wszyscy pozostali pracownicy). Tutaj leżałem nieustannie do końca grudnia 2017 r. Tutaj otrzymałem mniej więcej 108 litrów chemii i tutaj wyzdrowiałem. Mój spowiednik powiedział, że Pan Bóg zostawił mnie na tym świecie, bym jeszcze coś zrobił - lepiej dobrego niż złego.

     I właśnie tu czas wrócić do św. Rocha, czczonego w kościółku w Sadykrzu od niepamiętnych czasów. Był przełom października i listopada. Otrzymałem 4 cykl chemii. Stężenie leku było większe niż poprzednio, gdyż do tej pory mój organizm bardzo dobrze znosił wszystkie te zabiegi. Jednak okazało się, że granica wytrzymałości gdzieś jest obecna. Efektem było to, że tętno zaczęło powoli spadać. Trzeba było niecałą dobę przed końcem podawania kroplówki zrezygnować z jednego leku. Wtedy pojawili się przy łóżku kardiolodzy ze specjalistyczną aparaturą. Badania trwały kilka dni, ale okazało się, że serce nie jest uszkodzone. W czasie mojej choroby modliły się za mnie tysiące osób w parafii, diecezji i właściwie w wielu zakątkach Polski i świata. Jestem im za to bardzo wdzięczny. Jednak chciałbym nikomu nic nie umniejszając zwrócić uwagę na św. Rocha, bo właśnie w tym czasie pewnego kryzysu w moim leczeniu pojawił się ktoś, kto zaczął zapraszać do modlitwy o moje wyzdrowienie między innymi za przyczyną tego świętego. Była to Maria, która poprosiła przełożoną pracujących w Obrytem sióstr szarytek, s. Aleksandrę, o możliwość modlitwy całodobowej w ich kaplicy. Pan Bóg sprawił, że szybko pojawiło się kilka osób, które podjęły się dyżuru modlitewnego. Potem było ich kilkanaście. Wokół spokojnej kaplicy sióstr, zaczął się ruch, co wywołało zainteresowanie kilku osób, które chciały utrącić dobre dzieło. Nie udało się. Łaska Boża okazała się mocniejsza niż zło. Już wkrótce więcej osób podjęło posty w mojej intencji. Trwały one miesiąc. To też przeszkadzało. Niektórzy w nerwach szyderczo mówili, ze podjęli głodówkę za proboszcza. A ja z zamkniętej sali szpitalnej, gdzie moje wyniki po kolejnej chemii nie chciały się poprawić dziękowałem Panu Bogu za pośrednictwem Maryi i św. Rocha, że mam tam w Obrytem takich orędowników i miałem nadzieję, że ten szturm do nieba przyniesie mi zdrowie. I tak się stało. W tym czasie powstało Jerycho św. Rocha. Już kilkadziesiąt osób modliło się za mnie o określonej godzinie przez całą dobę.

     22 lutego 2018 r. w 87 rocznicę objawień Jezusa Miłosiernego św. Faustynie w Płocku otrzymałem wiadomość, ze w moim organizmie nie ma komórek rakowych.

     Cała choroba trwała w roku 100. rocznicy objawień Matki Bożej w Fatimie. Zdiagnozowana została 13 lipca, a więc w dniu kolejnego objawienia się Matki Bożej, a zakończyła w dniu objawienia się Jezusa Miłosiernego. To nie przypadki. Takich niby przypadków było wiele, ale o nich innym razem.

     Św. Roch z obrazu w Sadykrzu na aureoli ma napis: „Będziesz ratunkiem w chorobach”. Ja jestem ewidentnym dowodem na to, że tak jest. On jest ratunkiem w chorobach. Kiedy w 2016 roku w sadykierski odpust uroczyście wprowadzaliśmy relikwie św. Rocha, nie przypuszczałem, że będzie to początek nowej epoki w rozwoju kultu naszego Patrona. W 2017 r. nie byłem na odpuście w Sadykrzu, ale bardzo obolały na łóżku szpitalnym modliłem się za przyczyną św. Rocha, jednocześnie wijąc się z bólu, o spełnienie się na mnie Jego woli. I dzisiaj wiem, że zaciągnąłbym wobec Boga wielką winę, gdybym zaniedbał mówienie o wielkich rzeczach, których Bóg dokonuje za przyczyną tego starego, aczkolwiek ciągle świeżego Świętego.

     Od maja 2018 r. w piątek po 16 dniu każdego miesiąca spotykamy się u Rocha o godz. 19.00 na mszy św. i adoracji.

                                                                                                                                              ks. Cezary Siemiński

                                                                                                                           kustosz Sanktuarium Św. Rocha w Sadykrzu

Czym jest Jerycho św. Rocha z Sadykrza?


Czym jest Jerycho św. Rocha z Sadykrza?
Członkowie Jerycha są wpisani do Księgi św. Rocha. Jest to odwieczna tradycja kościelna spisywania imion tych, którzy decydując się na udział w danym bractwie czy innym stowarzyszeniu religijnym pragną wspierać duchowo siebie i inne osoby.
Członek Jerycha św. Rocha każdego dnia odmawia następujące modlitwy:
Ojcze nasz…, Zdrowaś Maryjo…, Chwała Ojcu… oraz modlitwę za przyczyną św. Rocha o następującej treści:
Chwalebny św. Rochu, świecki pielgrzymie w Europie, zarażony, uwięziony; lekarzu ciał, prowadzący ludzi do Boga, wstawiaj się za nami i wybaw nas od udręk cielesnych i duchowych. Św. Rochu – módl się za nami. Amen.
Dzięki tym modlitwom członek Jerycha ma udział w skarbcu Bożych łask udzielanych przez osobę św. Rocha.
Dodatkowo istnieje możliwość indywidualnej godzinnej modlitwy w sytuacjach wskazanych przez księdza opiekuna za pośrednictwem animatorów. Wówczas członkowie Jerycha modlą się przez całą dobę w określonej intencji. Godzinę modlitwy w ciągu dnia lub nocy członek obiera konsultując ją z animatorem. W ciągu tej godziny należy
odmówić jedną część różańca i Sadykierską litanię za przyczyną św. Rocha. Pozostały czas można dopełnić innymi, przez siebie wybranymi modlitwami. Jeśli warunki pozwalają na odmówienie tylko części różańca i litanii, to dalszą część godziny dopełniamy swoimi normalnymi, a koniecznymi w tym momencie zajęciami, które wykonujemy (dzieci, prace domowe czy inne). Wzbudzamy jedynie intencję, że to co teraz robimy, robimy na chwałę św. Rocha i sprawy, którą obmadlamy.
Niekiedy niektórzy członkowie Jerycha podejmują w wyjątkowych sprawach post o chlebie i wodzie. Post ten jest dobrowolny i zależny od stanu zdrowia. Takie sytuacje są także konsultowane z księdzem opiekunem. Jeśli post nie jest możliwy, to można podjąć dobrowolne wyrzeczenie (jedzeniowe lub inne).
Na obecnym etapie zainteresowani udziałem w Jerychu św. Rocha mogą zgłaszać się do opiekuna – ks. Cezarego Siemińskiego: ks.cezary.sieminski@gmail.com, lub jednej z animatorek, ale wysyłając wyłącznie SMS na numer tel. 504 734 504.
Uwaga! Wszystkie zmiany będą podawane na stronie internetowej urocha.net.




Modlitwy za przyczyną św. Rocha



    

O uwolnienie od koronawirusa


   Jezu Chryste, Ty przemierzałeś miasta i wsie „lecząc wszystkie choroby i wszystkie słabości”. Na twój rozkaz, chorzy odzyskiwali zdrowie. Przyjdź nam teraz z pomocą pośród rozprzestrzeniającego się w świecie koronawirusa, abyśmy mogli doświadczyć Twojej uzdrawiającej miłości.

   Za przyczyną św. Rocha ulecz tych, którzy są chorzy z powodu wirusa. Niech odzyskają swoją siłę i zdrowie dzięki dobrej opiece medycznej.

   Ulecz nas z lęku, który uniemożliwia współpracę między ludźmi i sprawia, że sąsiedzi nie pomagają sobie nawzajem.

   Uzdrów nas z naszej dumy mogącej prowadzić do bagatelizowania choroby, której skutki nie znają granic.

   Jezu Chryste, uzdrowicielu wszystkich, bądź przy nas w czasach niepewności i smutku.

   Bądź z tymi, którzy zmarli z powodu wirusa. Niech odpoczywają z Tobą w Twoim wiecznym pokoju.

   Bądź z rodzinami chorych i zmarłych, gdy martwią się i rozpaczają. Strzeż ich przed chorobą. Niech doświadczą Twojego pokoju.

   Bądź z lekarzami, pielęgniarkami, całym personelem medycznym i z tymi, którzy prowadzą badania nad znalezieniem lekarstwa. Wspieraj wszystkich, którzy otaczają opieką poszkodowanych i narażają swoje życie. Napełnij ich Twoim pokojem i chroń ich.

   Bądź z przywódcami wszystkich narodów. Obdarz ich dalekowzrocznością w działaniu, by z miłością i prawdziwą troską zabiegali o dobro ludzi, którym mają służyć. Daj im mądrość do inwestowania w długoterminowe rozwiązania, które pomogą nam przygotować się na przyszłe epidemie lub zapobiec im. Niech wspólnie pracując osiągną cel i doświadczą Twojego pokoju.

   Jezu Chryste, pozostań z nami gdziekolwiek jesteśmy, w domu czy za granicą, pośród wielu cierpiących czy tylko w gronie najbliższych. Nie opuszczaj nas, gdy walczymy o życie i gdy je opłakujemy. Pomóż nam wytrwać i być przygotowanym, a nasz niepokój zastąp swoim pokojem.

   Św. Rochu – módl się za nami


     Sadykierska litania za przyczyną św. Rocha.


    Św. Rochu, Patronie w chorobach duszy i ciała, dziękujemy Ci, że od tylu wieków jesteś z nami. Z całą ufnością zawierzamy Ci siebie, abyś uprosił nam łaskę otwarcia na działanie Ducha Świętego. Niech On sprawi, byśmy żyjąc w prawdzie, umieli godzić się z Jego wolą i każdą sytuację życiową traktowali jako drogę do naszego duchowego szczęścia. Zaś Matka Najświętsza, której byłeś czcicielem, niech leczy nasze słabości mocą swojego Syna, a naszego Pana Jezusa Chrystusa. Amen.

    Św. Rochu, do Ciebie od pokoleń wierni w trudnych chwilach życia przychodzą, by prosić o Twoje wstawiennictwo.  My również doświadczamy za Twoim pośrednictwem potrzebnych łask, dlatego pełni wdzięczności wołamy:

    św. Rochu, patronie rodziców oczekujących na poczęcie swego dziecka – módl się za nami

    św. Rochu, patronie rodziców oczekujących na narodziny swego dziecka – módl się za nami

    św. Rochu, patronie podejmujących trudne decyzje - módl się za nami

    św. Rochu, patronie poszukujących prawdy - módl się za nami

    św. Rochu, patronie zagubionych w wierze - módl się za nami

    św. Rochu, patronie pogardzonych, odrzuconych i niesłusznie oskarżonych - módl się za nami

    św. Rochu, patronie oszukanych - módl się za nami

    św. Rochu, patronie tych, którzy pragną, ale nie potrafią przebaczyć - módl się za nami

    św. Rochu, patronie współczujących i pomagających innym - módl się za nami

    św. Rochu, patronie słabych i łamiących się w czynieniu dobra - módl się za nami

    św. Rochu, patronie załamanych - módl się za nami

    św. Rochu, patronie samotnych, starych i zapomnianych - módl się za nami

    św. Rochu, patronie tych, którzy nie mogą pogodzić się z utratą swego znaczenia – módl się za nami

    św. Rochu, patronie tych, którzy nie mogą oderwać się od dóbr tego świata - módl się za nami

    św. Rochu, patronie jedynaków - módl się za nami

    św. Rochu, patronie cierpiących z powodu zbyt wcześnie zmarłych rodziców - módl się za nami

    św. Rochu, patronie cierpiących z powodu śmierci osób bliskich, a zwłaszcza dzieci – módl się za nami

    św. Rochu, patronie cierpliwych w chorobie – módl się za nami

    św. Rochu, patronie tych, którzy nie mogą pogodzić się ze swoją chorobą lub chorobą swoich bliskich - módl się za nami

    św. Rochu, patronie tych, którzy leczą i opiekują się chorymi - módl się za nami

    św. Rochu, patronie wychodzących z nałogów – módl się za nami

    św. Rochu, patronie uzdrawiający chorych na duszy lub ciele - módl się za nami

    św. Rochu, patronie szanujących zwierzęta - módl się za nami

    św. Rochu, zatroskany o nasze zbawienie - módl się za nami  

    Wszechmogący Boże, Ty za przyczyną św. Rocha przypominasz nam, że dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych. Dziękujemy Ci za dotychczasowe łaski i prosimy o następne, bo głęboko wierzymy, że Miłosierdzie Twoje nie zna granic, a Ty nie patrzysz na naszą słabość, lecz na naszą wiarę i dobrą wolę. Ufamy i wołamy do Ciebie za wstawiennictwem św. Rocha, Matki Najświętszej, a przede wszystkim przez Chrystusa Pana naszego. Amen.


I Nowenna za przyczyną św. Rocha


W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

Bądź błogosławiony, Boże nasz, w każdym czasie, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.
Chwała Tobie, Boże nasz, chwała Tobie!

Królu nieba, Pocieszycielu, Duchu Prawdy, Ty, który jesteś wszędzie i napełniasz wszystko, Skarbnico dobra, Dawco życia, przyjdź i zamieszkaj w nas. Oczyść nas z wszelkiego brudu i zbaw nasze dusze – Ty, który jesteś Dobrem.

Święty Boże, Święty mocny, Święty a Nieśmiertelny
– zmiłuj się nad nami.
Od powietrza, głodu, ognia i wojny
– wybaw nas, Panie.
My grzeszni Ciebie Boga prosimy
– wysłuchaj nas, Panie.

Ojcze nasz… Chwała Ojcu…

Najświętsza Trójco, zmiłuj się nad nami. Panie, odpuść nam nasze grzechy. Nauczycielu, przebacz nam nasze niegodziwości. Święty, nawiedź naszych chorych i ulecz tych, którzy Ciebie wezwą na ratunek.

Święty Boże, Święty mocny, Święty a Nieśmiertelny
– zmiłuj się nad nami.
Od powietrza, głodu, ognia i wojny
– wybaw nas, Panie.
My grzeszni Ciebie Boga prosimy
– wysłuchaj nas, Panie.

Ojcze nasz… Chwała Ojcu…

O wielki święty Rochu, który wyruszyłeś w podróż, nie martwiąc się o jutro, naucz nas oddawać Jezusowi wszystko bez zastrzeżeń, bez wahań, z miłością.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

O wielki święty Rochu, lekarzu ubogich i wykluczonych, wstawiaj się za nami w obecnym czasie, gdy panuje zaraza koronawirusa podobna do tej, którą ty zdołałeś pokonać. Oświecaj badaczy, wspieraj tych, którzy leczą i pielęgnują chorych, bądź dla nich oparciem, wybaw nas wszystkich od zła.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

O wielki święty Rochu, który odszedłeś do nieba samotnie, czuwaj przy naszych zakażonych, konających braciach, aby nie byli sami w godzinie śmierci; wzbudź w duszach chrześcijan wolę trwania przy nich, uproś im miłość i pomoc świętych.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

Chwalebny Święty Rochu, który z hojnością i poświęceniem służyłeś ofiarom zarazy i modliłeś się wytrwale, aż ona ustała, a w każdym z miast francuskich i włoskich, w których przebywałeś, zakażeni odzyskiwali zdrowie – prosimy cię, spraw łaskawie, abyśmy dzięki twemu wstawiennictwu zostali zachowani od tej straszliwej, śmiercionośnej pandemii; lecz przede wszystkim chroń nas od duchowej zarazy grzechu, byśmy mogli kiedyś wraz z tobą cieszyć się chwałą niebieską w raju.

Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo... Chwała Ojcu...

Módlmy się.
Święty Boże, Ojcze, Synu i Duchu Święty, za wstawiennictwem świętego Rocha – naszego przyjaciela, wybaw nas od wszelkich chorób zakaźnych oraz od wszystkich grzechów. Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej, w ogromie swej litości zgładź nieprawość moją (Ps 51, 3).

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.


II Nowenna za przyczyną św. Rocha


Chwalebny Święty Rochu, wymodlony przez rodziców za przyczyną Matki Najświętszej, obdarzony Jej szczególnym błogosławieństwem, wielki czcicielu Maryi, gorliwy naśladowco Jej niebiańskich cnót – módl się za nami, abyśmy i my, podążając za twoim wzorem, szczerze, nabożnie i godnie oddawali Matce Bożej cześć Jej należną, a dla nas zbawienną, i byśmy pod Jej przemożną opieką mogli dostąpić udziału w niebieskiej chwale.


Ojcze nas… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu… Święty Rochu, módl się za nami.

Chwalebny Święty  Rochu, w młodzieńczym wieku osierocony przez rodziców, mając do dyspozycji znaczny majątek otrzymany w spadku, większość odziedziczonych dóbr przeznaczyłeś na jałmużnę, a sam wiodłeś ubogi żywot pielgrzyma – módl się za nami, abyśmy nie przywiązywali się do przemijających rzeczy tego świata, lecz zawsze na pierwszym miejscu stawiali naśladowanie najświętszego wzoru Jezusa Chrystusa.


Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu… Święty Rochu, módl się za nami.

Chwalebny Święty Rochu, twoją szczodrość i poświęcenie w służbie ofiarom zarazy oraz wytrwałą modlitwę Bóg wynagrodził powstrzymaniem epidemii i powrotem do zdrowia zakażonych we wszystkich odwiedzanych przez ciebie miastach Francji i Włoch – módl się za nami, abyśmy dzięki twojemu wstawiennictwu zostali zachowani od wszelkich plag, a zwłaszcza od tej, siejącej spustoszenie i napawającej nas wielkim lękiem pandemii koronawirusa.


Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu… Święty Rochu, módl się za nami.

Chwalebny Święty Rochu, ty, służąc chorym w czasie zarazy, sam także zostałeś zakażony; lecz gdy Bóg poddał cię tak ciężkiej próbie bólu i cierpienia, postanowiłeś przejść ją w osamotnieniu, z dala od innych ludzi; schroniłeś się w ubogim domku, gdzie doznałeś cudownej opieki: twoje rany opatrywał anioł, a siły krzepił chleb przynoszony przez dobrego psa – módl się za nami i wyjednaj nam łaskę przyjmowania cierpienia z niezachwianą ufnością, że w każdej niedoli, udręce i nieszczęściu otrzymamy niezawodną pomoc z nieba.


Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu… Święty Rochu, módl się za nami.

Chwalebny Święty Rochu, ty z każdym dniem coraz bardziej upodabniałeś się do naszego Odkupiciela, Chrystusa Ukrzyżowanego, cierpliwie znosząc kłamliwe oskarżenia oraz ciężkie męki więzienia, i gdy wydałeś ostatnie tchnienie, nadprzyrodzone światło rozświetliło więzienną celę, a głos z nieba objawił światu twoją świętość – módl się za nami i wyjednaj nam tę łaskę, abyśmy, ukryci przed ludzkimi spojrzeniami, każdego dnia, w duchu pokory i uniżenia zdobywali zasługi u Boga, aż do chwili, gdy On sam zechce nas przeprowadzić z naszych trudów na odpoczynek, z upokorzeń do chwały, z wygnania do ojczyzny niebieskiej, gdzie będzie nam błogosławił na wieki


Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu… Święty Rochu, módl się za nami.



     Jedna z wielkich czcicielek św. Rocha w Sanktuarium tego świętego w Mikstacie (diecezja kaliska) napisała o nowennie i innych modlitwach za wstawiennictwem św. Rocha odmawianych w czasie nabożeństw na cmentarnym wzgórzu: „Bardzo lubię te modlitewne spotkania, ale niejednokrotnie w trudnych dla mnie chwilach odmawiam te modlitwy sama. Wiele trudnych momentów przetrwałam właśnie dzięki wstawiennictwu Świętego Rocha. Wierzę, że jest obecny w moim życiu i oręduje za mną u Pana. W 2010 r. został wydany modlitewnik „Święty Rochu, nasz Niebieski Patronie, wspieraj nas!” i tam zostały zamieszczone te modlitwy i Nowenna. Często po nie sięgam. Kult Świętego Rocha był kiedyś bardzo popularny w różnych zakątkach naszego kraju. Dziś coraz mniej osób zna modlitwy do niego. A szkoda, bo to patron także na dzisiejsze czasy. Nie umieramy dziś z powodu dżumy czy cholery, ale mamy wielu biednych, chorych, starszych, zepchniętych na margines życia społecznego, nad którymi trzeba się pochylić i udzielić im wsparcia, wykonać w ich kierunku życzliwy gest, a tego nas właśnie uczy Święty Roch”.


Nowenna za wstawiennictwem św. Rocha z sanktuarium w Mikstacie

Święty Rochu, Ciebie przed wiekami nasi przodkowie obrali w czasach zarazy za patrona. Za Twoim wstawiennictwem zostali uratowani przed śmiercią, która pustoszyła miasta i wioski. Z tym większą ufnością klękamy przed Twoim obrazem, aby błagać o Twoją pomoc i wstawiennictwo u Pana. Nie liczymy na nasze zasługi ani na nasze dobre czyny, ale tylko na nieskończone zasługi i miłość Jezusa do nas oraz na Twoją miłość do Boga wyrażającą się w bezgranicznej miłości i służbie bliźnim, która tak bardzo podobała się Panu. Ty jeszcze będąc tu na ziemi otrzymałeś od Boga dar uzdrawiania ludzi i zapewnienie, że kto w chorobie i trudnościach będzie wzywał Twego wstawiennictwa zgodnie z wolą Bożą, może być uzdrowiony. Ośmieleni tą obietnicą prosimy Cię pełni ufności i wiary, abyś uprosił nam u Pana tę łaskę, o którą w tej Nowennie pokornie prosimy…

Ty wiesz nasz święty Patronie, jak bardzo Jezus nasz Odkupiciel pragnie udzielać nam swoich łask, bo sam będąc tu na ziemi wielokrotnie ich doświadczałeś. Prosimy Cię wyproś nam u Pana tę łaskę której tak bardzo pragniemy i tak bardzo potrzebujemy, a my kolejnym pokoleniom będziemy przekazywać wiarę w Twoje wstawiennictwo za nami. Amen.

(Odczytanie próśb zapisanych przez wiernych.)

Powtarzamy wspólnie:
Prosimy Cię, Święty Rochu.
Wspólne prośby za przyczyną Świętego Rocha:  

     O łaskę silnej i ufnej wiary dla całej naszej wspólnoty

     O łaskę przyjmowania woli Bożej 

     O łaskę zdrowia i ulgę w cierpieniu dla chorych

     O dobrych i życzliwych ludzi na drogach naszego ziemskiego pielgrzymowania    

     O umiejętność dokonywania w życiu właściwych wyborów 

     O dar szczęśliwego macierzyństwa i ojcostwa dla małżonków oczekujących potomstwa 

     O rodziców zatroskanych o wzrost wiary swoich dzieci    

     O serca wrażliwe i otwarte na potrzeby bliźnich    

     O zgodę i miłość w rodzinach w naszej parafii    

     O właściwe warunki pogodowe i błogosławieństwo w pracy dla rolników, aby nikomu nie zabrakło chleba powszedniego    

     O zdrowie, opiekę nad polskimi lekarzami weterynarii 

     O dalszą opiekę nad naszą wspólnotą parafialną    

     O uwolnienie z nałogów i przywiązania do grzechów, dla tych którzy się w życiu zagubili    

     O ludzi bezinteresownie i z oddaniem posługujących chorym i starszym    

     O wstawiennictwo u Pana we wszystkich naszych potrzebach, jeśli są zgodne z wolą Bożą

Święty Rochu, nasz Niebieski patronie do Ciebie od pokoleń przychodzą wierni w trudnych chwilach życia, aby prosić o Twoje wstawiennictwo za nami u Pana. Tak wielu z nas doświadczyło za Twoim pośrednictwem potrzebnych łask, dlatego pełni wdzięczności wołamy:

Dziękujemy Ci, Święty Rochu.
(Odczytanie podziękowań zapisanych przez wiernych)

Wspólne podziękowania za przyczyną św. Rocha    

     Za uzdrowionych z choroby    

     Za pocieszonych w chwilach doświadczeń    

     Za ludzi, którzy w trudnych chwilach naszego życia pospieszyli nam z pomocą    

     Za małżeństwa i rodziny, które są szkołą miłości i bezinteresownej służby bliźnim    

     Za wszystkie dzieci         

     Za umocnionych w wierze    

     Za wszystkich, którzy przekazali nam dar wiary    

     Za kapłanów zatroskanych o nasz rozwój duchowy    

     Za wszystkich, którzy odnaleźli drogę do Boga   

     Za osoby zatroskane o los naszej Małej Ojczyzny    

     Za Twoją szczególną opiekę nad naszą wspólnotą

Święty Rochu, nasz Niebieski Patronie, który od stuleci z tego miejsca spoglądasz na nasze domostwa, Ty znasz nasze radości i smutki, Ty je rozumiesz, bo sam ich doświadczałeś żyjąc na tej ziemi. Ty poznałeś ból rozstania z najbliższymi, wiesz czym jest samotność, odrzucenie, niesłuszne oskarżenie. Przychodzimy do Ciebie i serdecznie prosimy wejdź w życie każdego z nas, pomóż nam żyć zgodnie z wolą Bożą. W chwilach upadków bądź przy nas i podaj nam swoją laskę pielgrzymią, byśmy wsparci Twoim wstawiennictwem mogli osiągnąć cel naszego ziemskiego pielgrzymowania. Prosimy Cię i wołamy:

Święty Rochu, bądź przy nas i wspieraj nas

     gdy dotyka nas cierpienie    

     gdy stoimy przed trudnymi wyborami życiowymi   

     gdy trudno nam przyjąć i zaakceptować wolę Bożą   

     gdy jesteśmy niesłusznie pomawiani i oskarżani    

     gdy przeżywamy chwile osamotnienia i samotności    

     gdy wydaje nam się, że życie stawia przed nam zbyt trudne wyzwania   

     gdy brakuje nam wiary i nadziei    

     gdy słabnie nasza wiara    

     gdy doświadczamy bólu rozstania z tymi, których kocham    

     gdy nadejdzie moment odejścia z tego świata


Wezwanie: Tyś naszym Niebieskim Patronem.
Odpowiedź: Pomocą na każdy czas.

Módlmy się:
Panie Jezu, Chryste, dawco życia i śmierci, zdrowia i choroby, który dałeś nam za Patrona Świętego Rocha, którego w tym obrazie czcimy, jako przykład umiłowania Ciebie w bliźnim potrzebującym pomocy. Spraw, abyśmy wzywając jego wstawiennictwa i pomocy wzrastali w wierze i miłości, i zasłużyli sobie na udział w uczcie niebieskiej. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

Nowenna pochodzi z Sanktuarium św. Rocha w Mkstacie.


Litania za przyczyną Św. Rocha - tradycyjna

Kyrie eleison, Chryste eleison, Kyrie eleison.
Chryste usłysz nas. Chryste wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu Odkupicielu świata, Boże,
Duchu Święty, Boże,
Święta Trójco, Jedyny Boże,
Święta Maryjo, módl się za nami.

Święty Rochu, z rodu królów francuskich pochodzący,
Święty Rochu, z rodziców bogobojnych zrodzony,
Święty Rochu, ze znamieniem krzyża na piersiach urodzony,
Święty Rochu, rodziców w starości pociecho,
Święty Rochu, za przyczyną Matki Bożej na świat uproszony,
Święty Rochu, dawco jałmużny,
Święty Rochu, dobra wieczne nad dobra ziemskie przedkładający,
Święty Rochu, gardzący dziedzicznymi godnościami,
Święty Rochu, w odzieniu pielgrzyma życie chrześcijańskie prowadzący,
Święty Rochu, wierny sługo Chrystusa,
Święty Rochu, w szpitalach służący,
Święty Rochu za pracę niewdzięcznością tyko karmiony,
Święty Rochu, w ojczyźnie od swoich niepoznany,
Święty Rochu, ze szpitala wypchnięty,
Święty Rochu, na pustkowiu w chorobie leżący,
Święty Rochu, przez stryja do więzienia wtrącony,
Święty Rochu, przez pięć lat w więzieniu będący,
Święty Rochu, w więzieniu zmarły,
Święty Rochu, światłością z nieba objawiony,
Święty Rochu, od stryja opłakany,
Święty Rochu, w kościele przez niego zbudowanym uczczony,
Święty Rochu, po śmierci za świętego powszechnie uznany,
Święty Rochu, całego świata od zarazy patronie,
Święty Rochu, krzyżem świętym zarazę poskramiający,
Święty Rochu, cudami słynący.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

K. Chrystus obarczył się naszym cierpieniem.
W. I dźwigał nasze boleści.


Módlmy się:

Boże i Panie mój, spraw, prosimy pokornie, abyśmy dzień ku czci świętego Rocha pobożnie obchodząc, za jego modlitwami, zasługami i wstawiennictwem od wszelkich chorób ciała i duszy zostali uwolnieni. Przez Chrystusa Pana Naszego. Amen.


Świadectwa


Świadectwo z 16 sierpnia 2020 r.


Witam

Słowem wstępu niech będzie to, że moim rodzicom zawdzięczam niesamowicie dużo. Mama zawsze powtarzała, że wychowała nas ,,biednie, ale wesoło". Fakty są takie, że będąc młodą nie miałam ciuchów jak koleżanki, a czasem brakowało w domu pieniędzy na podstawowe rzeczy. Nie brakowało za to miłości rodzicielskiej, przytulenia, uwagi, czy słów ,, Córcia, co się martwisz. jak razem to jakoś damy radę”. Rodzice są po dziś dzień moimi przyjaciółmi, wsparciem i powiernikami. Chodź dzieli nas 200 km i czasem dorosłe już dzieci odkładają rodziców w kąt, bo są zajęte karierą i lepszym życiem, ja nie wyobrażam sobie dnia bez telefonu do domu rodzinnego, żeby zapytać co słychać i jak im minął dzień.


    Podczas jednego z telefonów mama opowiedziała mi, że idą z tatą na badania, że mam się nie martwić, bo to tylko okresówka do pracy. Powiedziała, że lekarz zlecił dodatkowo zbadać hormon prostaty. Zapytałam czy tata ma jakieś objawy, coś nie tak? Mama odpowiedziała, że nie, tylko doktor powiedział, że to już ten wiek. Po badaniu i odebraniu wyników głos mamy w słuchawce nie był już tak pozytywny jak zawsze. ,, Córcia ja nie wiem jak Ci to powiedzieć,ale tato ma raka.” Powiedziałam mamie żeby nie mówiła bzdur, bo jemu nic nie jest. Może to pomyłka, bo tata nic nie czuje. Nie ma żadnych objawów. Człowiekowi wydaje się czasem, że jak czemuś zaprzeczy, to tego nie ma, że jak jutro się obudzę i zadzwonię to może okazać się inaczej.

    Po pozostałych badaniach i biopsji okazało się, że to nowotwór złośliwy. Tato po biopsji bardzo gorączkował i mama musiała wzywać karetkę. Rokowania były takie sobie. Skierowanie na operację i czekanie....

    To czekanie było najgorsze. Starałam się jak najczęściej być u rodziców. Jeździłam do taty do Skarżyska, wspierałam go jak się dało, ale kiedy wracałam do Ciółkowa zwyczajnie płakałam z bezsilności. Nie pomagało wyciągnięcie taty na koncert, wizyta mojego znajomego, który od kilku lat żyje z nowotworem prostaty. Nic taty nie cieszyło. W międzyczasie na ten nowotwór zmarł taty sąsiad i kolega, a wykryli mu go zaledwie pół roku wcześniej.

    Wtedy opowiedziałam rodzicom o Sadykrzu i przypadku naszego Księdza Proboszcza. Namawiałam tatę żeby przyjechał i się pomodlił. Mój tato nigdy nie był pobożny. Chodzi do kościoła ,,od święta". Raz nawet usłyszałam: ,,A co Ty się na tej wsi taka ,, kościelna" zrobiłaś? Odpowiedziałam, że owszem się zrobiłam, bo tu jest inaczej, że u nas chce się chodzić do Kościoła, bo nie ma w nim polityki, nadęcia, dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. Jest jedność, modlitwa,wspieramy się. U nas we wsi Księża są inni. Zresztą co ja będę tacie mówić, jak tato przyjedzie to sam zobaczy.

    Niestety tato dalej trwał przy swoim. Jestem uparta i opracowałam z mamą plan. Zaplanowałam odwiedziny rodziców zamiast od soboty to od piątku wieczora. Byłam tego dnia w pracy, wiec mój mąż miał bojowe zadanie podrzucić rodziców do Sadykrza pod pozorem, że pokaże im fajne miejsce. Tak też zrobiliśmy. Dałam znać do Pani Marysi o swoim planie i wpisała tatę do księgi. To było spotkanie w lutym tego roku. Kiedy wróciłam z pracy otworzyły się drzwi. Od progu tata opowiadał podekscytowany o spotkaniu, o świadectwie, o tym jak Ksiądz czytał księgę i wyczytał jego intencję, o Siostrze Zakonnej, która zapytała po mszy czy tata przyjechał z daleka,o chlebkach, o całowaniu Relikwii. ,,Nie wiedziałem, że tu jest takie coś, trzeba będzie babcię przywieźć." Wreszcie się uśmiechał...

Nastał Koronawirus. Na szczęście operacje onkologiczne nie zostały odwołane. Nie było mnie przy tacie, bo nie wpuścili nawet mamy do szpitala. Byłam za to w Sadykrzu. Modliliśmy się o ustanie zarazy. Ja modliłam się jeszcze mocniej za taty operację. Modliłam się kiedy Ksiądz transmitował przez internet, modliłam jadąc do pracy w samochodzie. Ufałam,czułam spokój.


Mija 5ty miesiąc od operacji. Z poziomu hormonów 21 jednostek u taty jest 0,059. Norma to 4. Nowotwór został w całości usunięty i wszystkie badania wskazują na to, że tato jest zdrowy. Kiedy słyszycie to co tu napisałam ja jestem z Tatą nad morzem. Pewnie się tu o wszystko z nim spieram, bo uwielbiam z nim dyskutować. O jedno się już nie spieramy. Tato już mnie nie pyta czemu tu na wsi tak często chodzę do Kościoła, czemu się modlę. On już teraz wie. Myślę, że jego serce też się odmieniło. Wiem, że jeśli zaplanujemy wspólnie weekend to od piątku, żeby pojechał ze mną i modlił się za innych. Bez gadania i namawiania, bez podstępów. Modlił się żeby Pan Bóg i Święty Roch pomogli komuś innemu tak jak pomogli nam. Czytałam ostatnio fajny cytat : ,, Nieważne ile nie dzwoniłeś, pamiętaj, że Pan Bóg zawsze odbierze i nigdy nie jest zajęte" i tym cytatem warto podsumować wszystko co tu napisałam. Dziękuję Ci Panie Boże...


Na koniec dziękuję wszystkim, którzy się modlili. Dziękuję Pani Marysi, że zawsze jest na posterunku. Dziękuję naszemu Proboszczowi, że ma ogromne serce. Przez te spotkania daje nam spokój i nadzieję. Kiedy wychodziłam z Kościoła po tej modlitwie w marcu, podszedł do mnie, przytulił mnie tak spontanicznie i mówi ,,Jak tam dziewczyno Twoje sprawy?" Pewnie nawet nie wiedział co przeżywam i jak wtedy tego przytulenia potrzebowałam. Jest Ksiądz wyjątkowym człowiekiem i mówi nam często, że warto się przytulać, a zwłaszcza do Maryi.



Przytulam Was Ania






Świadectwo z 22 maja 2020 r.


Szczęść Boże,

     długo zwlekałam z napisaniem świadectwa, ale myślę, że nadeszła już pora. Zbliża się piękny dzień – Dzień Matki. Dla każdej matki najważniejsze są jej dzieci. Mam troje fantastycznych dzieciaków. Najmłodsza Marysia ma 5 miesięcy i to właśnie z nią związane jest moje świadectwo.

     Ale może zacznę od początku.

     Z początkiem roku 2019 bardzo źle się czułam. Zawroty głowy, brak siły, anemia itp. Po zrobieniu badań okazało się, że jestem w ciąży. Bardzo z mężem się ucieszyliśmy. Jednak nasza radość nie trwała długo, ponieważ po wynikach badań okazało się, że nasze dziecko będzie chore – zespół Downa, to jeden z najmniejszych problemów z jakim mieliśmy się zmierzyć po porodzie. Torbiel mózgu, wodogłowie, wady układu moczowego i prawdopodobnie wada serca. Z tym wszystkim nasze maleństwo miało żyć po przyjściu na świat. Nie ukrywam, że przez cały czas towarzyszył nam strach i załamanie. Proponowano nam aborcję, bo jak określił jeden z lekarzy, to będzie „dziecko nieszczęścia”. Jednak postanowiliśmy przyjąć wszystko, co Bóg nam da.

     Gdy kolejne badania nie dawały szans i cienia nadziei, że będzie dobrze, moja przyjaciółka w porozumieniu z panią Marią, zorganizowały Jerycho za wstawiennictwem św. Rocha za nasza małą córeczkę. My również bardziej zbliżyliśmy się do Boga i Maryi. Całą rodziną modliliśmy się o cud dla naszego dziecka. Nie tylko rodzina – dziadkowie, rodzeństwo, przyjaciele, ale też całkiem obcy ludzie – członkowie Jerycha, walczyli o tę bezbronną istotkę.

     Pewnego dnia zadzwoniła do mnie pani Maria i powiedziała: „Nie martw się, Ewa, ty urodzisz zdrową dziewczynkę, to będzie nasze maleństwo – św. Rocha, zobaczysz”. Płakałam ze wzruszenia. Zostało nam jedyne najważniejsze badanie – decydujące o naszym dziecku. Na wynik czekałam trzy tygodnie. Ale nie sama; razem ze ,mną czekali wszyscy ludzie Jerycha trwający na modlitwie.

     Po trzech tygodniach trzęsącymi się rękami otwieraliśmy kopertę z wynikiem badań. Nasza radość nie miała końca. Po wszystkich wadach i schorzeniach nie było śladu. Urodziła nam się piękna i zupełnie zdrowa dziewczynka. Daliśmy jej na imię Marysia. To cud, za który będziemy dziękować Panu Bogu, Maryi, św. Rochowi, pani Marii i wszystkim ludziom Jerycha św. Rocha, którzy modlitwą walczyli o naszą dziecinę.

     Dziękujemy z całego serca.

                                                                                  Ewa z mężem





Świadectwo z 17 kwietnia 2020 r.


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

     Nazywam się Bożena Tyszkiewicz. W Jerychu Św. Rocha jestem od samego początku. Pani Marysia zaproponowała mi w grudniu 2017 roku modlitwę w Jerychu różańcowym w intencji o uzdrowienie księdza proboszcza Cezarego. Chętnie podjęłam modlitwę ponieważ modlitwa różańcowa jest i była dla mnie bardzo ważna. Zawsze w trudnych chwilach mojego życia modliłam się na różańcu. Modlitwa ta przynosi mi wewnętrzny spokój i wierzę, ze Matka Najświętsza pomoże mi wyprosić potrzebne łaski i rozwiązać najbardziej skomplikowane sprawy. Wierzę w moc modlitwy różańcowej w intencji osób, które potrzebują wstawiennictwa Matki Bożej u swojego syna Jezusa Chrystusa.

      W dniu  dzisiejszym chciałabym podzielić się świadectwem potęgi modlitwy Koronka do Miłosierdzia Bożego i modlitwy za wstawiennictwem Św. Rocha.

     Z koronką do Miłosierdzia Bożego po raz pierwszy zetknęłam się w 1993 roku, kiedy to zachorował mój 3 letni synek na zespół nerczycowy. Był leczony w Centrum Zdrowia Dziecka. Przewieziono nas w nocy ze szpitala w Wyszkowie, ponieważ w tym szpitalu nie było nefrologa. Rano poszłam do lekarza prowadzącego aby uzyskać jakieś informacje na temat choroby i rokowań. Lekarz powiedział, ze przyczyna choroby nie jest znana a co do rokowań jest za wcześnie, że leczenie jest bardzo trudne i długie a w najlepszym wypadku pierwsza hospitalizacja trwa kilka tygodni. Nawroty są bardzo częste co może doprowadzić do niewydolności nerek a co za tym idzie dializy a nawet przeszczep nerek. Rozpłakałam się  bo nie wiedziałam czy sobie z tym wszystkim poradzę. W domu zostało troje małych dzieci a ja nie wyobrażałam sobie zostawić małego dziecka samego na kilka tygodni w szpitalu. Ne mogłam  również pozwolić sobie na tak długi pobyt w szpitalu. Musiałam pracować i zająć się  pozostałymi w domu dziećmi ponieważ mąż z jednej pensji nie był  w stanie sam utrzymać 6- osobowej rodziny. Po powrocie od lekarza w szybie w sali

w której przebywało moje dziecko zobaczyłam obrazek Jezusa Miłosiernego, którego wcześniej nie  zauważyłam. Wzięłam go do reki a na odwrocie była Koronka do Miłosierdzia Bożego i dopisek „ Módl się do Niego a na pewno ci pomoże”.Zapewne napisała  to matka , która wcześniej była tam z chorym dzieckiem. Przylgnęłam do tej modlitwy, odmawiałam ją  na zmianę z różańcem.  Po tygodniu pobytu w szpitalu lekarz powiedział, że leczenie przebiega bardzo dobrze i jeżeli dziecko zacznie brać tabletki doustnie będziemy mogli  wyjść do domu . Było to bardzo trudne ponieważ tak małe dziecko musiało przyjmować  jednorazowo 14 tabletek . Znów się modliłam , udało się i znalazłam  sposób aby podać mojemu dziecku tak duża ilość leków. Po dziesięciu dniach lekarz poinformował mnie że jest duża  poprawa, wyniki są prawidłowe i możemy wyjść do domu. Zaznaczył jednak, że  muszę mieć świadomość częstego wykonywania badań laboratoryjnych i częstych wizyt kontrolnych w Warszawie. Dziękowałam Jezusowi Miłosiernemu i Matce Najświętszej za pomoc. W ciągu roku jeszcze tylko raz mój syn  przebywał w szpitalu. Rok później ksiądz proboszcz Andrzej Niesłuchowski zorganizował pieszą pielgrzymkę w przeddzień

odpustu Św. Rocha w Sadykrzu. Przybliżył nam postać Świętego, mówił o uzdrowieniach za jego przyczyną. Wzięłam mojego synka  na ręce i zaniosłam do Św. Rocha,  aby błagać go o zdrowie dla mojego dziecka. Mój syn nie wyzdrowiał od razu ale nawroty choroby były coraz rzadsze , leczony był ambulatoryjnie więc  kolejne pobyty w szpitalu  nie były już konieczne . Od tej pory co roku cała rodziną byliśmy na Mszy odpustowej ku czci Św. Rocha a ja w przeddzień odpustu chodziłam pieszo aby modlić się i dziękować Św. Rochowi za pomoc.

Po raz drugi Św. Roch pomógł mi kiedy po  zabiegu operacyjnym w szpitalu w Pułtusku na skutek błędu lekarskiego doszło do niewydolności nerki, która przestała pracować. Zachorowałam wtedy na sepsę i w ciężkim stanie z wysoka gorączka i niedokrwistością dużego stopnia przewieziono mnie do szpitala w Ciechanowie. Było to w piątek po południu a w niedzielę był odpust w Sadykrzu ku czci Św. Rocha. Mój mąż z ósemka dzieci gdzie najmłodsze miało 2 latka poszedł na ten odpust aby prosić Św. Rocha o zdrowie dla mnie. Mąż i starsze dzieci przystąpiły do spowiedzi i  komunii Świętej. Święty Roch odwzajemnił się im za ich szczerą modlitwę bo kiedy mój mąż przyjechał do mnie tego dnia w odwiedziny czułam się już bardzo  dobrze jakbym nigdy nie była chora. Po pobraniu krwi moje wyniki były na tyle dobre a stan zapalny się cofnął, że po 10 dniach zostałam wypisana do domu.  Oczywiście nerka nie pracowała prawidłowo. Zrobiono mi nefrostomię i mocz spływał na zewnątrz do worka. Czekała mnie kolejna operacja udrożnienia moczowodu.

Nie było to to jednak dla mnie straszne, ważne że żyłam i że mogłam wrócić do domu  i do rodziny.

Zaraz w niedzielę poszłam na Mszę Świętą do kościoła by podziękować za odzyskane zdrowie.

Do szpitala miałam się zgłosić z końcem listopada  celem zakwalifikowania do zabiegu.  W przeddzień wizyty zauważyłam,że do worka nie spływa mocz. Wystraszyłam się ,że nerka znów przestała pracować. Modliłam się przez cała noc i nie mogłam się doczekać rana. Na wizycie lekarz

po wykonaniu USG stwierdził, że jestem zdrowa a nerka podjęła prawidłową pracę. Moczowód udrożnił się a planowana operacja nie jest już konieczna. Dodał również, że to co mi się przydarzyło jest raczej  niemożliwe i wskazując na wiszący na ścianie krzyż stwierdził ,że „muszę mieć tam dobre układy”

Do dziś  czuję opiekę Jezusa Miłosiernego i Matki Najświętszej i dziękuję im za to w codziennej modlitwie. Dziękując Św. Rochowi staram się  uczestniczyć we wszystkich nabożeństwach ku czci Św. Rocha  a za jego wstawiennictwem modlić się o potrzebne łaski dla innych, którzy potrzebują. jego wsparcia w różnych potrzebach.

   Nie wyobrażam sobie  nie uczestniczyć w niedzielnej Mszy Świętej, mam potrzebę podziękować Bogu za szczęśliwie przeżyty tydzień oraz za moja cudowna rodzinę.

                                                                                                                                                                                                            Bożena





Świadectwo z 15 marca 2020 r.


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

     Mam na imię Małgorzata. Pochodzę z parafii Najświętszej  Marii Panny Matki Kościoła w Rząśniku. Pragnę  podzielić się z wami świadectwem otrzymanych łask dzięki wstawiennictwu Św. Rocha i Matki Bożej Pompejańskiej.

     Zacznę od tego, że 2 października 2019 r. mąż przeszedł zabieg laparoskopowy zmniejszenia żołądka. Następnego dnia wyszedł ze szpitala do domu i czuł się bardzo dobrze. Wydawało nam się, że wszystko jest w porządku. Dopiero w piątej dobie po zabiegu poczuł się źle. Udaliśmy się do lekarza rodzinnego, tam jego stan z minuty na minutę się pogarszał. Karetką został przewieziony do szpitala w Wyszkowie, a  stamtąd po wstępnych badaniach do Ciechanowa. O godzinie 22 lekarze zaczęli operować mojego męża. Po operacji lekarz powiedział mi, że usunięto mu śledzionę, na której był krwiak, prawdopodobnie powikłanie po pierwszym zabiegu. Dodał też, że jego stan jest poważny i że to będzie cud jeśli nie dojdzie do zakażenia.

     8 października we wtorek, ordynator OIOMu  poinformował mnie, że stan Sylwka jest bardzo poważny i muszę przygotować się na najgorsze. Nerki nie podjęły pracy wszystkie inne parametry są niestabilne. Mąż jest  w stanie wstrząsu septycznego. Podano mu antybiotyki, jest w śpiączce farmakologicznej i możemy tylko czekać na cud. Tego dnia o godz. 18-tej grupa Jerycho rozpoczęła modlitwę w jego intencji, a ja Nowennę Pompejańską. Modlili się wszyscy z rodziny, przyjaciele, osoby obce, znajomi moich dzieci i rodziny.  Tego dnia modlili się wierzący i niewierzący. Każdy tak jak umiał. To był prawdziwy szturm do nieba.

     Następny dzień rozpoczęłam o godz. 4 rano. Modliłam się na różańcu prosząc Matkę Najświętszą aby Sylwek żył. Na porannej Mszy Św. ze łzami w oczach błagałam Miłosiernego Boga o łaskę zdrowia dla niego. W drodze do szpitala odmawiałam różaniec na przemian  z wezwaniem „Jezu ufam Tobie” i „ Jezu Ty się tym zajmij” . Stan Sylwka się nie zmieniał. Lekarze nie dawali mi nadziei . Siedząc na korytarzu z różańcem w dłoni i głową między nogami pytałam Boga co mogę zrobić aby Sylwek do mnie wrócił. Nie pytałam z wyrzutem i pretensją dlaczego mnie to spotkało? Czułam, że muszę jeszcze coś zrobić.  W pewnej chwili usłyszałam wewnętrzny głos „szukaj kaplicy”. Stanęłam przed drzwiami, na których była informacja, że Msze Święte sprawowane są o 17-tej . W tym momencie była gdzieś godzina 10:30. Weszłam do środka, nad tabernakulum wisiał duży krzyż, a na nim umęczona postać Jezusa. Nikogo nie było w kaplicy. Zaczęłam płakać i półgłosem błagać  i  żebrać o łaskę uzdrowienia. Wtedy też pierwszy raz świadomie powiedziałam „Boże niech będzie Twoja wola, nie moja”. Z drżeniem w głosie mówiłam  „Boże jeśli chcesz dać mi taki ciężki krzyż, to będziesz musiał go ze mną  nieść, bez Sylwka nie dam rady żyć,  nie uniosę sama takiego ciężaru”. Kiedy się tak modliłam stanął przede mną ksiądz, chwycił mnie za rękę i zapytał co się stało?  Zaproponował sakrament namaszczenia chorych. Dotarło wtedy do mnie, że Bóg zaczyna działać.  Kapłan namaścił ciało Sylwka i udzielił mu rozgrzeszenia. Siedząc na korytarzu znowu poczułam, że muszę iść do kaplicy. Bóg chciał uzdrowić także i mnie.  Klęcząc w samotności przed Najświętszym Sakramentem przypomniałam sobie, że obiecywałam Bogu spowiedź z całego życia, ale zawsze ją odkładałam na inny, lepszy czas. Myślałam, że Licheń, Częstochowa albo Łagiewniki będą dobrym miejscem, a najlepszym czasem będzie niedziela Miłosierdzia Bożego. Usłyszałam wtedy po raz drugi głos, który mi mówił, że Pan Jezus nie może mi jeszcze w pełni pomóc . Jest blisko, ale jakby za szybą. Moje grzechy nie pozwalają mu zbliżyć się do mnie. Poczułam wtedy żal do samej siebie, że tyle czasu odkładałam tę spowiedź. I znów znak od Boga. Otworzyły się drzwi i wszedł ksiądz, którego nie powinno już tam być.  Poprosiłam o spowiedź z całego życia. Nie wiem ile czasu się spowiadałam, ale wiem, że wyznałam  najgorsze grzechy, których się wstydziłam. Nie mogłam opanować łez, płakałam jak małe dziecko. Po spowiedzi poczułam ulgę, jakby zdjęto ze mnie wielki ciężar. Zostałam w kaplicy. Nie modliłam się tylko słyszałam głos „nie martw się, ja go uzdrowię”. W moich uszach to zdanie brzmiało jak jakaś melodia, której niczym nie mogłam zagłuszyć i nie chciałam jej zagłuszyć. Po powrocie na OIOM pierwszy raz zobaczyłam jak Sylwek się poruszył, jak zaczął gryźć rurkę i na głos pielęgniarki, że ja tu jestem uspokoił się. W worku pojawiły się też pierwsze krople moczu, a wraz z nimi nadzieja.

     10 październik 2019 (czwartek) – poranna Msza Święta , różaniec w drodze do szpitala i błagalne modlitwy o uzdrowienie. W głowie tysiąc kłębiących się myśli co będzie jak jego zabraknie? Co będzie ze mną i dziećmi? Mamy firmę, kredyty, kto się tym zajmie?  Jak ja dam sobie radę? Przekraczając drzwi szpitala czułam jak wszystkie mięśnie na moim ciele spinają się, bałam się wejść na korytarz prowadzący na OIOM. Przed drzwiami  do pokoju lekarskiego stał ordynator, miałam wrażenie jakby na mnie czekał. Zaprosił mnie do środka i powiedział, że parametry życiowe się stabilizują, antybiotyk był trafiony i zaczął działać, nerki podjęły pracę i dziś będą Sylwka wybudzać. Tego dnia mój mąż urodził się po raz drugi. Wtedy jego szare, zmęczone i  smutne oczy były najpiękniejszym widokiem jaki mogłam ujrzeć.

    W trakcie pobytu w szpitalu przeżyliśmy wiele ciężkich chwil. Kolejną chorobę, zapalenie trzustki, a także  nieszczelność żołądka. Pobyt w szpitalu przedłużył się do dwóch miesięcy. 13 listopada, w święto Matki Bożej Pompejańskiej, w trakcie modlitwy nachodziło mnie jakieś przeświadczenie, że już niedługo mąż wyjdzie ze szpitala. Cztery dni przed zakończeniem nowenny pompejańskiej 26 listopada Sylwek wrócił do domu.  Dziś wiem, że powrót Sylwka do zdrowia to był cud. Cud za wstawiennictwem  Matki Bożej Pompejańskiej, Św. Rocha. Cud wymodlony przez wielu ludzi. Po wyjściu ze szpitala, kartę chorobową oglądał profesor Paśnik z Warszawy i nie wierzył, że ten pacjent żyje. Powiedział, że z takiego stanu się nie wychodzi, to było najgorsze stadium sepsy, że to jest cud.

    Przez chorobę męża uświadomiliśmy sobie, że po tylu latach małżeństwa żyliśmy nie z sobą, a obok siebie. Wir pracy i pogoń za pieniędzmi oddaliły nas od siebie.  Myślę także, że poniekąd jego choroba wyzwoliła nas z naszych nałogów i przyzwyczajeń. Owocem tego cierpienia jest także to, że moja modlitwa wygląda teraz zupełnie inaczej. Wcześniej klepane paciorki różańca, obecnie stały się najpiękniejszą modlitwą. Za każdym Zdrowaś Maryjo mam wrażenie, że mówię „ Kocham Cię  Maryjo”. Rozważania tajemnic różańcowych towarzyszą mi przez całą modlitwę, a mój drewniany, pięknie polakierowany różaniec stał się matowy, tak jakby ktoś go zdarł papierem ściernym. Codzienna Msza Święta jest dla mnie najpiękniejszym czasem. Chwilą, w której mogę słuchać Mojego Pana, karmić się Jego Ciałem. W czasie adoracji Najświętszego Sakramentu moje serce zaczyna mocniej bić. To są wspaniałe momenty kiedy jestem blisko mojego Mistrza.  

    Na zakończenie chcę Wam powiedzieć, że Pan Jezus jest żywy i obecny wśród nas. Jeśli cierpisz i prosisz Chrystusa o cud, nie udzielaj Mu instrukcji obsługi, nie mów Mu jak On ma to zrobić. Oddaj cierpienie Bogu i bezgranicznie Jemu zaufaj, a On z całą swoją mocą rozwiąże najtrudniejsze sytuacje.

Bogu niech będą dzięki za ten krzyż i łzy.

    Chwała Panu.

                                                                                Małgorzata



Moje Świadectwo

Dzień 25.08.2018 r., sobota, rozpoczął się jak każdy inny. Przebywaliśmy z mężem w Karpaczu. Rano odmówiliśmy codzienną modlitwę do Przenajdroższej Krwi Jezusa Chrystusa i w Różańcu Zawierzenia Ojca Dolindo zawierzyliśmy naszą rodzinę i nas samych Matce Bożej i Panu Jezusowi. Spakowaliśmy bagaże i ruszyliśmy do domu. Za Wrocławiem dostaliśmy telefon od córki, że nasz trzydziestoletni syn Adaś jest nieprzytomny i w bardzo ciężkim stanie został przewieziony do Instytutu Kardiologii w Aninie. Dla nas cios prosto w serce - przecież był zdrowy, młody, miał trzyletniego synka, a za dwa tygodnie miał zostać ponownie ojcem. Nie pamiętam jak dojechaliśmy do Anina, modliliśmy się z mężem przez całą drogę. W głowie miałam jedną myśl, by jak najwięcej ludzi modliło się w intencji mojego syna. Gdy zobaczyliśmy go w szpitalu, pod tą całą specjalistyczną aparaturą, a Pani profesor zajmująca się nim powiedziała, że została nam tylko modlitwa, bo oni zrobili już wszystko, co w ich mocy, a jeśli syn odzyska przytomność najprawdopodobniej będzie rośliną, wiedziałam, że tylko On, mój Pan i Bóg może mu pomóc. Stojąc nad moim synem, za którego pracowały aparaty, zawierzyłam go, przez Niepokalane Serce Maryi, Panu Jezusowi. Powiedziałam "Panie Jezu, jeżeli taka jest Twoja wola i jest on Tobie potrzebny, weź go, ale jeżeli możesz, to zwróć go jego dzieciom". Pogodziłam się całkowicie z Jego wolą, oddałam go Jemu. Wróciliśmy z mężem nad ranem do domu. W niedzielę rano z całą rodziną i znajomymi, w Sanktuarium Świętej Rodziny w Wyszkowie modliliśmy się na Mszy Świętej w intencji syna, o jego powrót do zdrowia. Gdy wyszliśmy z kościoła zadzwoniła synowa, że Adam właśnie przed chwilą odzyskał przytomność. Pojechaliśmy do Instytutu. Już wtedy wiedziałam, że Pan mnie nie opuścił, że mnie wysłuchał. Od poniedziałku, codziennie, odprawiały się Msze Święte w intencji naszego syna. W poniedziałek moja siostra zadzwoniła i powiedziała mi o Jerychu Różańcowym do Św. Rocha . Nigdy o  nim nie słyszałam. Zaczęliśmy się modlić wraz z mężem o godzinie 15.00 przy łóżku naszego syna. W każdej godzinie modliło się bardzo dużo ludzi - rodzina, znajomi i uczestnicy Jerycha. Stan naszego syna podczas tej 24 godzinnej modlitwy, z godziny na godzinę bardzo się poprawiał. Lekarze byli zaskoczeni, ale i bardzo zadowoleni - wiedzieli, że to nie jest tylko ich zasługa. Późnym wieczorem w poniedziałek wróciły wszystkie funkcje życiowe, odłączono synowi prawie wszystkie aparaty oprócz jednego, kontrolującego pracę serca. Było coraz lepiej - tak dobrze, że we wtorek zdecydowano postawić Adama na nogi i pozwolić na krótki spacer. TO BYŁ CUD. Lekarze byli i są zdziwieni. Pani profesor powiedziała, że pacjenci po zatrzymaniu akcji serca, przy najlepszych rokowaniach, nawet po trzech miesiącach leczenia są w gorszym stanie, niż nasz syn po trzech dniach pobytu w szpitalu. Gdy kończyliśmy o 15.00 we wtorek Jerycho Różańcowe do Św. Rocha, wiedziałam że będzie dobrze, że Św. Roch skutecznie wstawił się za nami. Nasz syn mówił, uśmiechał się, poznawał nas, mógł chodzić. Wiem, że tylko z Panem wszystko jest możliwe, trzeba tylko zaufać i zawierzyć Jemu całkowicie, bez warunków i zastrzeżeń. Poddać się Jego woli, pozwolić Mu działać. Gdy wieczorem córka zaczęła mi opowiadać, co się stało Adamowi, że upadł w sklepie, reanimował go chłopak pracujący w Straży Pożarnej, że karetka przyjechała w ciągu 5 minut, że na SOR w wyszkowskim szpitalu był akurat lekarz kardiolog z Anina, który przyjeżdża tu na dyżur tylko raz w miesiącu na kilka godzin, i to on przewiózł syna do Instytutu, jeszcze bardziej upewniłam się w tym ,że będzie dobrze. Mój syn będzie żył, bo w życiu nie ma przypadków, wszystko dzieje się po coś. Bóg doświadcza nas w różny sposób, ale w trudnych chwilach stawia na naszej drodze odpowiednich ludzi. 

10 września 2018 r. synowa urodziła śliczną córeczkę a 13 września cała trójka wróciła do domu. Płakaliśmy wszyscy i dziękowaliśmy Bogu, że nasz syn może cieszyć się swoją rodziną a oni nim. 

Rok po tym dramatycznym wydarzeniu nasz syn jest w pełni sprawnym młodym człowiekiem.

Jezu, Ufam Tobie! Święty Rochu wstawiaj się za nami!

                                                                                   Joanna



Świadectwo II

    Dziś tu w Sadykrzu, chcemy złożyć świadectwo. Świadectwo uzdrowienia Naszej Córeczki i Naszego Małżeństwa. Za wstawiennictwem - Twoim Święty Rochu. Dzięki stojącym tu relikwiom czujemy Twoją obecność. 

    20 listopada 2017 roku Bóg obdarował Nas cudowną dziewczynką. Dzieckiem, które odmieniło całe Nasze życie i scaliło małżeństwo. W dniu  porodu towarzyszyła Nam wielka radość. W domu był już syn, a teraz córka, któżby się nie cieszył. Mąż robił zdjęcia- wysyłał rodzicom, znajomym, aby podzielić się naszym szczęściem. Czekałam na moment kiedy przytulę swoją kruszynkę. Pielęgniarka przywiozła wózeczkiem dziecko. Chciałam Ją przewinąć- bardzo się zaniepokoiłam. Moja córka po porodzie otrzymała 10 punktów, ale nie rusza nóżkami. Pomyślałam, Boże co się dzieje? Po badaniach skierowano Nas do szpitala w Międzylesiu. Byliśmy załamani!! Lęk, płacz, bunt, żal do lekarza prowadzącego ciążę. Wszystko mogło potoczyć się inaczej, ale cóż. Bóg miał swój plan na Naszą rodzinę, a nam pozostało przyjąć Jego wolę. Łatwe to nie było. Pretensja, dlaczego to właśnie Nas spotkało! Córeczka miała 11 dni, kiedy trafiła pod opiekę onkologiczną. Rozpoznanie choroby zwalało z nóg. Ogromny guz- nowotwór złośliwy o nazwie Neuroblastoma. Lekarka poinformowała Nas o możliwości powikłań leczenia onkologicznego ze skutkiem śmiertelnym włącznie. Na dodatek guz był nieoperacyjny. W głowie pustka i nawał pytań- Boże dając nam ten dodatek na plecy, daj nam siłę i nadzieję. Prosiliśmy, płakaliśmy i nadzieja przyszła. Wdrożono chemię i odezwał się Święty Roch, ten sam który towarzyszył Ks. Cezaremu, bo choroba Księdza zbiegła się z chorobą Naszej córeczki. Zaczął działać. Ruszyły modlitwy, posty, obcy ludzie zaczęli się modlić przed 24 h za wstawiennictwem Św. Rocha z Sadykrza. Oni nas nie znali, a my ich. Guz zaczął maleć. Podjęto decyzję o operacji. Usunięto go, ale niestety przez guz nerwy nie ukształtowały się tak jak powinny, dlatego Nasza córeczka nie chodzi. Ale żyje, a my nie wyobrażamy sobie życia bez Niej. Komórki rakowe zniknęły. Ktoś powie, ale nie chodzi, ale My nie ukrywamy przed Świętym Rochem, że czekamy na więcej. Jeżeli będzie to zgodnie z Wolą Bożą. Dziękujemy Święty Rochu że nie ma już raka. Nas nawróciła Nasza córeczka. To cierpienie, które poniosła nie może być zmarnowane. Zmieniliśmy tok myślenia. Już nie musimy być jak każdy, nie wzorujemy się na innych. Dziś Bóg jest na pierwszym miejscu, bo jak Bóg jest na pierwszym miejscu to wszystko jest na swoim miejscu. 

    Nasza córka jest dzieckiem Jerycha, tak ją nazywają w grupie Św. Rocha, do tej grupy dołączyliśmy z mężem. Modlimy się 24 h, jak trzeba też pościmy o chlebie i wodzie za innych, chorych, zrozpaczonych. Spłacając dług modlitwy. Grupa Jerycha Św. Rocha z Sadykrza wspiera Nas modlitwą, przyjaźnią, czujemy się jak w rodzinie. Modlą się o siły dla Nas, o Bożych lekarzy, rehabilitantów, życzliwych ludzi. Ilu ludzi tyle krzyży- nie bój sie Krzyża bo w końcu odkryjesz, że może być błogosławieństwem. Święty Rochu tu w tym małym kościółku czynisz wielkie rzeczy. Wstawiaj się za Naszą rodziną, niech Nasza wiara rośnie na Chwałę Bogu, a ludziom ku świadectwu pokazując, że nawet w cierpieniu jest radość Boża. 

    Pragnę podziękować wszystkim ludziom, którzy modlili się za Naszą córeczkę, grupie Św. Rocha, Ks. Cezaremu bo gdyby nie było jego uzdrowienia to i Nas na pewno by tu nie było. Dziękuję Pani Marysi i Agnieszce. Bóg zapłać Wam wszystkim. CHWAŁA PANU, DZIĘKUJEMY CI ROCHU.

                                      Olga i Adrian 



Świadectwo III

                                                                                                                                                                                    Sadykierz, 22.11.2019


    Dzisiejszego wieczoru, tu przed Panem Jezusem, w obecności Św. Rocha chciałem złożyć świadectwo ludzkiej kruchości życia i wstawiennictwa Świętych.

    Moim pośrednikiem był św. Roch. To On, z całą grupą ludzi modlących się za Jego wstawiennictwem, wyprosił mi u Boga uzdrowienie.

    Był pierwszy piątek miesiąca, 5 lipca. Lipiec to miesiąc Krwi Chrystusa. Zaplanowany dzień, a nawet tydzień. Żadnych przeczuć, proroczych snów. Praca jak zawsze. Zbliżała się godz. 14.00, więc trzeba pospieszyć z pracą, bo do założenia zostały krokwie na budynku. I pośpieszyliśmy. Dziś wszyscy się spieszą i nie mają czasu. Od małego do starca, nikt nie ma czasu… Tylko, kto nam to wmówił? Pośpiech był przyczyną mojego wypadku – spadłem z wysokości 4 metrów i wszystkie moje plany legły w gruzach. Leżałem na kantówkach, na oczach moich bliskich i pracowników, bezradny…

Dziś mogę powiedzieć: Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to powiedz Mu o swoich planach.

 A ja miałem na sobotę wielkie plany, chciałem zdążyć…

Nie mogłem wstać, bo traciłem przytomność. Ok. 14.30 wieziono mnie do szpitala. Towarzyszył mi lęk, że nie będę chodził, ból i rozpacz. W szpitalu badania, prześwietlenie i diagnoza: pękniecie kręgu szyjnego, potłuczenia nóg…  

Byłem przerażony – Boże, co to będzie w sobotę!? Przecież miałem, jak co rocznie witać pątników 18 Pieszej Pielgrzymki z Ostrołęki przez Goworowo – Długosiodło – Rząśnik do Niepokalanowa w intencji „O trzeźwość narodu polskiego.” Chciałem uczestniczyć w tych uroczystościach i zabrać do domu na nocleg kilka osób. To było pragnienie mojego serca.

Można powiedzieć, że jestem weteranem Jerycha św. Rocha, więc nie zostałem sam w cierpieniu. O godz. 21.00 ruszyło Jerycho o moje uzdrowienie. Grupa się modliła, a ja leżałem w domu, na łóżku z bólem, który momentami był nie do zniesienia. Miałem problemy z poruszaniem nogami i częściowo rękami. Każde podniesienie głowy powodowało utratę przytomności. Noc mijała, a ból się nasilał. Rano wezwano karetkę. Podano mi zastrzyki… i co dalej człowieku… leż i płacz…

Modliłem się, prosiłem Pana Jezusa i Najświętszą Panienkę, abym mógł wstać i jechać do Rząśnika na powitanie Pielgrzymów. Człowiek w cierpieniu zaczyna dostrzegać inne wartości życia, te niewidoczne w pogoni dnia codziennego. Wszystko przecież mogło potoczyć się zupełnie inaczej…  Ludzie spadają z wysokości 1 metra i umierają, a ja z 4 m i takie małe obrażenia. Bóg ma plan dla każdego i dla mnie też miał… Odczułem łaskę wstawienniczą św. Rocha.

Mijały godziny bólu. Nie marnowałem go, ofiarowywałem za dusze czyśćcowe. W Koronce do Miłosierdzia Bożego prosiłem: Podnieś mnie Jezu! I podniósł! Nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że nie wstanę.

Jerycho nadal trwa, jest godzina 16.30, zaczynam próbę wstawania. O 16.40 podniosłem się z łóżka i powolutku zacząłem stawiać nogi. Ku zdziwieniu rodziny i pracowników – wstałem. Ból był duży. Poszedłem na własnych nogach do samochodu, odpaliłem i pojechałem na uroczystości. Ból ustąpił jak weszła Pielgrzymka. Przywitałem ją, wziąłem udział we Mszy św. Wiara czyni cuda i w tym cudzie brałem udział. Po uroczystościach zabrałem kilku pielgrzymów na nocleg, bo jak Gość w dom, to Bóg w dom

Dziękuję Ci św. Rochu, mój orędowniku, za to, że gromadzisz ludzi modlitwy; za chorych, cierpiących. A sam zanosisz nasze błagania przed Boga tron. Twoje Jerycho to telegram do nieba, a my jesteśmy czcionkami.

Nie spieszmy się, miejmy czas na modlitwę, na drugiego człowieka i adorację Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

Boży plan jest dla każdego z nas często inny niż ten nasz zaplanowany, ale powinniśmy go odkrywać i żyć zgodnie z wolą Bożą, bo Ona jest dla nas najlepsza.

Cóż więcej pisać, chwała PANU!!!

                                                                                                                                       Zbyszek


św. Roch i raj dla zwierząt


Żył niegdyś święty Roch. Był to wielki święty, który przemierzał drogi całego świata i leczył ludzi oraz bydlęta z wścieklizny. Szedł zawsze z psem, który zwał się Roszek, a którego kochał bardzo, gdyż pies uratował mu raz życie. Pies też był światły, na swój sposób. Lizał rany, które pielęgnował jego pan. I rany zamykały się raz na zawsze.
Święty Roch i Roszek nigdy się nie rozstawali, nie do pojęcia był jeden bez drugiego, jak nie można pojąć dzwonu bez serca albo niewiasty bez złośliwości.

Pewnego razu święty Roch umarł. Umierają wszyscy, nawet święci. A po jego śmierci pies zaczął wyć i on też odszedł z tego świata. Miał małą, leciutką duszyczkę, tak że dotarł do bram raju równocześnie ze świętym.
Święty Roch zastukał kijem pielgrzymim i wymienił swoje imię. Uzdrowił mnóstwo nieszczęśników, więc był pewien, że wkroczy do raju główną bramą. Święty Piotr pospieszył, otworzył odrzwia o dwóch skrzydłach, ale zaraz otworzył szeroko też oczy patrzące spod okularów. Za cieniem świętego ujrzał cień psa.
– Precz mi stąd! Nie ma dla psów miejsca w raju!
– Trzeba jednak znaleźć temu psu jakieś miejsce – odparł święty Roch. – Jesteśmy nierozłączni. Uratował mi życie i jest także na swój sposób święty.
– Dajże pokój! Też mi opowiadanie! Także mnie pewien kogut uratował duszę, skłaniając do skruchy. Czyż jednak przywiodłem go ze sobą, kiedy przybyłem tutaj? Nie przywiodłem go nawet do wejścia, nawet w pobliże Aniołów Bożych! Nie, mój drogi, kogut pozostał na zewnątrz, a ja wszedłem do środka. Twój pies uda się do mojego koguta, ty zaś połączysz się ze świętymi, którzy już na ciebie czekają! Idziemy! Mam dokładne rozkazy, jak ci już powiedziałem.
– Zatem trudno – rzecze uparty święty Roch. – Skoro Roszek nie wejdzie do raju, nie wejdę i ja. Wolę psa, którego znam, od twojego raju, którego jeszcze dobrze nie poznałem!
– Skoroś taki grubianin – wrzasnął święty Piotr, który stracił panowanie nad sobą – idź sobie precz razem z twoim psem!
I poszli.

Co się stało z Rochem i Roszkiem? Tego nie wiem. Sądzę jednak, że podjęli swoją wędrówkę i że ich cienie dokonywały cudów i uzdrawiały ludzi z wścieklizny.
Mówiono o nich na całym świecie. Papież, który był sprawiedliwy, chciał ich jakoś wynagrodzić. Z Rocha uczynił z całą ceremonią prawdziwego świętego i rozkazał, by w jego kościele wystawiono obraz, na którym nowy święty byłby przedstawiony z psem. W gruncie rzeczy w ten sposób kanonizował także Roszka, choć nie padło na ten temat ani słowo.

Kiedy wieść o tym doszła do raju, Ojciec Wiekuisty kazał wezwać świętego Jana Chrzciciela, który był wszak pierwszym świętym, i rzekł:
– Mamy więc zacną duszę imieniem Roch. Papież zrobił z niego świętego, musicie go odszukać i sprowadzić tutaj. Chcę go zobaczyć i złożyć mu powinszowanie. Trzeba też powiedzieć świętej Cecylii, żeby pomyślała o jakiejś oprawie muzycznej.
Jan Chrzciciel biegał przez trzy dni i noce, ale było to tak jakby szukał jaskółek w zimie. Wpadł w zakłopotanie i pomyślał, że trzeba naradzić się ze świętym Piotrem.

Dobry klucznik nie zapomniał o historii człowieka z psem. Kiedy usłyszał, że ów człowiek został naprawdę świętym i że Ojciec Wiekuisty chce się z nim widzieć, trochę się strapił. Lękał się, że spotka go kara za to, iż działa z własnej inicjatywy. Święty Jan, który miłował wielce świętego Piotra, pocieszał go jak umiał i obiecał, że wszystko będzie w porządku. Wrócił więc przed oblicze Ojca Wiekuistego i rzecze:
– Panie, wybacz mi głupotę. Od trzech dni i nocy szukam daremnie naszego nowego świętego, ale nigdzie go nie ma. Trzydzieści lat temu stanął pewnego wieczoru u bram raju, ale był z psem, a ponieważ święty Piotr nie chciał wpuścić psa, święty Roch poszedł sobie i nie mam pojęcia, gdzie przebywa.

    Ojciec Wiekuisty zaczął rozmyślać, a kiedy wszyscy w raju usłyszeli, że rozmyśla, zapadła cisza. Potem rzekł:
– No dobrze. Święty Piotr jak zawsze wykonuje sumiennie swoje obowiązki. Ale święty Roch wróci, gdyż tego chcę. Zatrzyma sobie psa. Pozwólcie wejść jemu i psu. Zrobię wyjątek.
Kiedy świętemu Piotrowi doniesiono o tym, zmienił się na twarzy. Ładny wyjątek!
– Tak, tak – rzekł – pozwolimy wejść psu Rocha! Zobaczycie, że w ślad za nim pójdą wszystkie zwierzęta, jakie były stworzone! Wkrótce nie da się tu, w raju, mieszkać.
I z rozdrażnieniem otworzył tylną bramę, ale nie chcąc patrzeć na psa, schronił się do stróżówki i poprosił Zacheusza o zastępstwo. Zacheusz, który kochał bardzo zwierzęta, gdyż był niskiego wzrostu, stanął na progu i krzyknął ile sil w płucach:
– Roszek do nogi! Chodź, Roszku, chodź, bo dobry Bóg chce cię zobaczyć!

I oto stawili się Roch i Roszek. Święty uśmiecha się z dumą. Wybija mocno krok sandałami pielgrzyma i odwraca się co dziesięć kroków, żeby pogłaskać Roszka, który liże go po rękach i wymachuje ogonem niby pióropuszem. Stawił się cały raj, aniołowie, cherubini, archaniołowie, święci obojga płci, wszyscy tłoczyli się, żeby zobaczyć, jak przechodzi pełen wdzięku piesek, który węszył miłe wonie raju i zdawał się śmiać z ukontentowania.
Była to wspaniała uroczystość. O świętym Rochu prawie zapomniano. Wszystkie pieszczoty, przysmaki, a nawet muzyka były dla Roszka. A święty Roch, który tak kochał swojego psa, był nader zadowolony, że jego samego tak zaniedbano.
Kiedy minęła pierwsza chwila radości, w tłumie nastąpiło poruszenie i pojawił się święty Piotr z włosami w nieładzie, spojrzeniem surowym i kluczami w dłoni.
– Panie – rzekł, zwracając się do Ojca Wiekuistego, który uśmiechał się do Roszka skulonego u jego stóp. – Panie, oddaję ci klucze. Nie będę odźwiernym dla psów.
A Ojciec Wiekuisty ciągle uśmiechał się, nic nie mówiąc. Święty Piotr dodał:
– Panie, zresztą to niesprawiedliwe. Czemuż to pies świętego Rocha ma być samotny? Skoro brama raz została otwarta, moim zdaniem, inne zwierzęta też powinny tu wejść.
Ojciec Wiekuisty ciągle się uśmiechał.
Święty Piotr ciągnął:
– Panie, jeśli chcesz, bym nadal sprawował pieczę nad kluczami, powinieneś wpuścić tu mojego koguta. Siedzi na wszystkich dzwonnicach i wzywa grzeszników do pokuty. W ten sposób także można zostać świętym!
– Wpuśćmy więc i koguta – rzekł wówczas Ojciec Wiekuisty, nie przestając się uśmiechać – będzie to kolejny wyjątek!

W tym momencie wybuchła sprzeczka. Wszyscy święci, którzy kochali jakieś zwierzęta, zaczęli protestować i bronić swojej sprawy.
– A moja gołębica? – mówił Noe. – Moja gołębica, która przyniosła mi gałązkę oliwną?
– A kruk, który karmił mnie na pustyni? – rzekł Eliasz.
– A mój pies, który merdał ogonem? – żalił się Tobiasz.
– A oślica, która prorokowała, kiedym na niej siedział? – wtrącił się Balaam.
– A wieloryb, który przez trzy dni gościł mnie w brzuchu? – dodał Jonasz.
– A prosiaczek, który uratował mnie od nudy? – rzekł święty Antoni.
– A łania – dorzucił święty Hubert – która niosła krzyż na głowie?
– A brat wilk i bracia ptaki, i siostry ryby? – zabrał głos święty Franciszek.
– A muł, który przyklęknął przed hostią – powiedział ten drugi święty Antoni.

O, przyjaciele moi, zrobiło się doprawdy niezłe zamieszanie. Ale Ojciec Wiekuisty, który ani na chwilę nie przestał się uśmiechać, nakazał skinieniem ciszę i oznajmił:
– Ten pies, który przywarł do moich stóp, sprawia, że aż do mego serca wzbija się, niby modlitwa, ciepło jego dobroci. Pokój zwierzętom. Zwierzęta kochane przez świętych mają w sobie coś więcej niźli inne, mają jakby duszę. Niechaj wejdą. Każdy z was wprowadzi zwierzę, które było mu przyjacielem.
Ujrzano wtedy przedziwną procesję. Zwierzęta czworo i dwunożne, zwierzęta okryte sierścią i piórami, ptaki i ryby, sunęły powoli ku tronowi Boga. I we wszystkich tych zwierzętach była wielka dobroć, która jeszcze jaśniejszym czyniła splendor raju.
Jakiś młodziutki święty, który był bardzo dowcipny, rzekł ze śmiechem:
– Wygląda to jak arka Noego!
A święty Augustyn odparł:
– No właśnie! Arka Noego była obrazem raju!

Jezus opuścił wówczas swoje spojrzenie, które widzi wszystko, na tę zgromadzoną rzeszę, co czciła Go bez słów, i rzekł:
– Nie ma tu jednak wszystkich. Brakuje osiołka i wołu, które ogrzewały Mnie swoim oddechem, kiedy byłem malutki.
Więc osiołek i wół pojawiły się za chwileczkę. Stały już bowiem przy wejściu, czekając na swoją kolej. A Jezus pogłaskał je z uśmiechem.

J. Quercy, Świety Roch i raj zwierząt, w: Legendy chrześcijańskie, wyboru dokonali, ks. S. Klimaszewski, L. Santucci, Warszawa 2010, s. 192-197.


Kontakt


  • 07-215 Sadykierz, Polska